Problemy techniczne
- niedziela 16 Październik 2011
- Przez Shadow
- Zostaw komentarz
Archiwa kategorii ‘Różne’
No i stało się moi mili.
Już we wrześniu ruszają warsztaty literackie prowadzone przez Jakuba Ćwieka, pisarza młodego pokolenia. Pisarza mającego w swoim dorobku kilka wspaniałych książek o tematyce fantastycznej, a także kilka nagród.
Któż z nas nie zna przygód Lokiego, nordyckiego boga na usługach aniołów? Któż nie próbował przyrządzić kuchennych przysmaków gotując z Papieżem? Któż nie zwiedził dworca Katowickiego uciekając przed ciemnością, która płonie? Któż….
Ci co znają twórczość Kuby, wiecznie ociekającego zajebistością młodego acz bogatego w dorobek literacki człowieka, i mają zapęd do pisania, wiele zyskać mogą.
Ci, którzy w wędrówki z Jakubem się nie zapuszczali i nie tonęli w jego opowiadaniach i powieściach żałować tylko mogą, a i czym prędzej naprawić swe zaniedbanie;)
A okazja ku temu nadarza się wielka.
Warsztaty literackie zacząć się mają we wrześniu tego roku w Warszawie. Będą to zajęcia długofalowe (kilka miesięcy…), cykliczne. Spotkania odbywać się będą co tydzień, po 2h.
Grupy niewielkie bo 15 osób (więc mniej niż liczy klasa w szkole).
Jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany uczestnictwem, proszę dać znać. Chętnie zbiorę grupę
Byłam już na warsztatach organizowanych przez Jakuba, i powiem jedno… jak tylko usłyszałam, że znów rusza z warsztatami, tym razem w innej formie (poprzednio były 3 dni po 8h…), oczka mi się zaświeciły i z wyrazem twarzy mówiącym „tak, tak, taaaaak, chcę” planować zaczęłam mord na Kubie o ile okazałoby się, że miejsc już nie ma.
Jest jeszcze prócz tego szansa zorganizowania warsztatów w pigułce, w tej formie co poprzednio – 3 dni po 8h. Ale musi się zebrać grupa (ok 10-15 osób), musiałabym znaleźć odpowiednie miejsce i zmolestować Jakuba żeby poprowadził.
To jak, kto się pisze?
Zainteresowanych proszę o maila – salligia@gmail.com
A żeby mail nie utonął w stercie innym maili, w temacie proszę wpisać [Warsztaty]
Znana warszawskim miłośnikom fantastyki, gier planszowych i RPG, klubokawiarnia ma niestety znowu kłopoty z siedzibą. Budynek przy ulicy Jezierskiego 3/5 został przeznaczony przez miasto do rozbiórki. Trzy letnia umowa już po roku przestała obowiązywać, dając im kilku tygodniowym termin na wyprowadzkę. Ostatecznie udało się go przedłużyć do końca kwietnia tego roku. Niestety czas biegnie, a poszukiwania nowego lokalu na razie nie dały efektów, bowiem wszystkie nowe lokalizacje Paradoxu są blokowane głównie przez wspólnoty mieszkaniowe, w których okolicy miałby on funkcjonować. Historia została już opisana przez Gazetę Wyborczą, jak również w MMWarszawa.
Paradox-cafe jest miejscem, jakich bardzo mało w Warszawie. Wypełnione kilkoma tysiącami książek, jest miejscem gdzie organizowane są spotkania z pisarzami, muzykami oraz innymi osobami, które współtworzą obecną kulturę. W tym cieszącym się przyjacielską, kameralną atmosferą, tworzoną przez stałych i nowych bywalców lokalu, miejscu spotkania ze znajomymi przy kawie lub czymś mocniejszym stają się czymś wyjątkowym.
Dlatego powinno nam zależeć, żeby takie miejsca zdobiły mapę warszawy, w dobie, gdy prawdziwą kulturę zastępuje się pustą, komercyjną działalnością.
Pomóżmy Paradoxowi i podpiszmy petycję w jego obronie (ww. petycję, można podpisywać w siedzibie klubu przy ul. Jezierskiego 3/5).
Już zbliża się ku końcowi kręcenie polskiego filmu fantasy. Pierwszego po Wiedźminie (który w 2001r sprawił, że polskie fantasy przestało istnieć….) w naszym kraju.
„Drużyna”, bo taki tytuł roboczy nosi nowy film, ma pokazać, że Polacy też potrafią.
Co ważniejsze, film jest non – profitowy. Wszyscy , którzy przy nim pracują, robią to za darmo. Wkładają swoją pracę by stworzyć coś genialnego. I doskonale się przy tym bawią. Jak na razie były 34 dni zdjęciowe, większość w okolicach Płocka, ale nie tylko. Na świeżym powietrzu, w pomieszczeniach, w studiu. Do końca kręcenia zostało już bardzo niewiele, rzec by można, że już ułamek procenta.
Teraz już tylko kilka scen do nagrania, postprodukcja. Trzeba zmontować całość, zrobić czary – mary z dźwiękiem i obrazem i kilka innych rzeczy.
Ma to być najlepszy film fantasy w naszym kraju „ever”. I taki będzie. I nie uważam tak tylko dlatego, że ja przy nim pracuję.
Byłam na każdym planie, widziałam trochę „obrazków”, zdjęcia, rozwój pracujących przy filmie osób.
Aktorzy rozkwitli. Każda scena jaką się kręci jest super.
Już osobiście nie mogę się doczekać zakończenia zdjęć i obejrzenia całości… w kinie. Tak, nawet ja, mimo że film znam od A do Z, znam każdą pomalowaną buzię, pójdę do kina. A co? I to nie tylko by zobaczyć swoje nazwisko na wielkim ekranie
Jak na razie na Internecie pojawiają się różne informacje odnośnie filmu – zdjęcia z planów, relacje, artykuły. Pieczę nad filmem objęła gazeta Nowa Fantastyka, dała nam miejsce na swojej stronie byśmy umieszczali relacje, informowali czytelników jak idą prace.
Jak byście mieli chęć prześledzić jak od początku przebiegały prace, bardzo proszę:
http://www.fantastyka.pl/56.html
A jest co oglądać.
Tak samo serdecznie zapraszam na facebooka Drużyny – tam pojawiają się najświeższe informacje.
http://www.facebook.com/Druzyna
Dostępny jest także pierwszy teaser na youtubie
http://www.youtube.com/watch?v=mC7C0Yl_MyY
A już niedługo oficjalny trailer!!!
Tak, jakoś przed Świętami już będzie można zobaczyć więcej „obrazków”, dowiedzieć się kilku rzeczy które budują historię filmu, narobić sobie smaku kilkoma ładnymi scenami.
Ale to przed Świętami.
Powiem Wam, że ja trailer już widziałam. I oglądam go kilka razy dziennie ciesząc oczy i nabierając ochoty na obejrzenie całości.
I już się nie mogę doczekać efektu. Mam nadzieję, że przejdzie moje najśmielsze oczekiwania.
Premiera zapowiadana jest na okolice kwietnia/maj. Ale to jeszcze z całą pewnością poinformuję.
A dziś…? Dziś znów kręciliśmy, tym razem w studiu sceny z Mirosławem Zbrojewiczem. I muszę Wam powiedzieć, że jestem nim zachwycona. Każdy plan zdjęciowy na jakim się zjawiał jest niezapomniany (a kręciliśmy z nim kilka razy, na różnych lokacjach) i, prócz tego, że uważam, że jest genialnym aktorem, stwierdzam, że jako człowiek jest CU-DO-WNY.
Przemiły, sympatyczny, normalny. Rozmawiał ze mną jak byśmy byli dobrymi znajomymi. Opowiadał o dzieciach, o znajomych, o planach filmowych. A przecież jestem jedynie „pudernicą”, która miała sprawić, by się nie świecił w kamerze.
Miłością wielką zapałałam i mam nadzieję, że to nie będzie ostatni raz gdy będę miała możliwość z nim pracować.
No i nie byłabym sobą gdybym moi mili nie wzięła dla Was od niego autografu. I znów z braku kartki użyłam najlepiej nadającego się do tego „płótna” – siebie. Cóż za przeżycie
W niedzielę 07.11.2010r. był niezapomniany dzień.
Pisałam poprzednio, że zbliża się koncert Closterkellera. I że będę na nim. Byłam
Ba, nawet wyciągnęłam naszego groźnego kochanego Ae coby trochę w tłum poszedł.
Ale od początku.
Miałam wielki problem, bo w sumie idąc na koncert rocka gotyckiego, ubrać się w sukienkę w kwiatki to wieś. Tak, wiem, przesadzam i to ostro
Zwłaszcza, że w takim stroju mnie nie zobaczycie za Chiny Ludowe ;P Ale jak na kobietę przystało, problem miałam gigantyczny. W co się ubrać. W szafie jeansy, swetry, jakieś spódnice też się znalazły, ba! nawet mundur mój własny, prywatny
Ale jak to wszystko sklecić w coś co od biedy może uchodzić za nieudolną próbę wtopienia się gothic tłum? Z pomocą przyszedł mi mój luby Miś. Tu poprawił, tu poradził, wskazał spódnicę, tu kazał odpiąć broszę od gorsetu i przypiąć do bluzki, założyć glany i umalować się zajemocno.
I tak pojechałam do Ae
Ruszyliśmy na koncert robiąc sobie miły postój (jakoś support nas tak bardzo nie ciągnął, więc pozwoliliśmy sobie na spotkanie w miłym gronie
).
Dotarliśmy na koncert, który od chwili już trwał.
Od wejścia trafiliśmy w dość spory tłumek podśpiewujących pod nosem, kiwających się w takt muzyki ludzi. I to nie tylko ludzi w okolicach wieku lat 20. Mignęła nam parka gdzieś pod sześćdziesiątkę! Oczywiście w swej perfidii pozwoliłam sobie zażartować do Ae, że ktoś musiał z wnuczką przyjść, bo samej jej nie chcieli puścić. Ale parka wyglądała na rozbawionych, w doskonałych humorach, zainteresowanych koncertem.
Zespół dawał czadu na scenie, a Anja wyglądała wprost bosko.
Talia jak u osy dodatkowo ściśnięta wściekle czerwonym gorsetem do tego czarno białe wdzianko i słodki czerwony kapelusik. Po prostu słitaśnie. A potem zmiana ciuchów na czarne… mmmm…. co za ciało, energia, szał. Aż się miło na sercu robiło jak się widziało Ankę szalejącą na scenie.
Przyznam się bez bicia, że z dorobku zespołu znam ledwie kilka piosenek, i to najbardziej te, przy których pracowałam. I może nie jest to rodzaj muzyki jaki bym sobie puszczała wieczorkiem czy też w samochodzie, bo wychowałam się na jazzie i bluesie, oraz rocku i jakoś nie do końca lubię piosenki w naszym rodzimym języku (No cóż, nie trafiłam na nic co by mnie zachwyciło, no może pomijając Dżem) to bawiłam się wspaniale!
Chociaż przyznać się muszę także, że w moim burzliwym życiu był także okres muzyki ciężkiej, glanów, irokezów i „zemsty za moją inność” – czyli sklepania przez łysych.
Ale wielkie show, energia Anji, teksty które odbieram nie do końca jak tylko piosenki, bo znam Anję osobiście i mimo że nie wiem o niej wiele, zachwyciły mnie. Do tego muzyka, świetna muzyka jaką tworzą chłopaki.To dało bardzo miłą mieszankę wybuchową. Z wyrazem dziecięcego zadowolenia stałam sobie z Ae na sali kiwając się razem z tłumem, nucąc refreny które jakimś dziwnym trafem łatwo wpadały w ucho.
Potem tłum skandujący „Clo-ster- ke-ller” i bisy. Pierwszy, drugi, trzeci.
W trakcie jednego z nich Anja wyszła na scenę z gitarą. Zieloną. Myślałam, że zakrztuszę się colą jak ją zobaczyłam.
A potem wszyscy zebrani mieli okazję usłyszeć historię jak Anja dostała w swoje ręce oną gitarę. Wprawdzie nie tak ładnie, ze szczegółami i wesoło jak Anja, ale i ja Wam przytoczę część tej opowieści.
Byli z chłopakami z zespołu w sklepie muzycznym. Gitarki, brzdąkanie, uściski dłoni, „jak miło, że chcecie na nich grać”, uśmiechy. A potem głos Anji ponad wszystkim, mówiący coś w stylu (przepraszam, że nie pamiętam dokładnie słów, mam nadzieję, że nie przekręcę za bardzo i za dużo nie dodam od siebie): ” Wprawdzie nie umiem grać na gitarze, ale ja też chcę móc wyjść na scenę i szaleć jak oni. Tylko to musi być taka gitara jakiej żaden facet by nie chciał używać.”
I dostała. Zieloną (na zdjęciu nawet ją widać… i jak Wam się podoba? Wybaczcie jakość zdjęcia, ale robione było komórką)
I szalała z nią po scenie waląc w struny, machała włosami, skakała. Jakby z gitarą w dłoni się urodziła.
Przedostatnia piosenka jaką zagrali jeszcze nie była nigdzie umieszczana. Tytułu nie pamiętam, chyba, ale nie na 100%, „Król jest nagi” – choć artystka sama określiła to jako „trucie o polityce”.
A na koniec… stałam wsłuchana w głos Anji i podśpiewywałam w tłumie razem z nią i zbieraniną ludzi, z uśmiechem na twarzy. Bo „na deser” złożyła pokłon Panu Wampirów śpiewając piosenkę „Nocarz”, z którą mam miłe wspomnienia. Przy okazji kręcenia teledysku do niej poznałam właśnie Anję i zespół, a sama praca nad nim była zapłonem który popchnął mnie do działania w moim zawodzie – to było moje pierwsze zlecenie po długim czasie stagnacji po szkole.
Więc stałam ucieszona jak dziecko, i mimo tłumu w koło, ja przed oczami widziałam sceny z teledysku, przypominałam sobie jak cały dzień spędziliśmy w dyskotece, kręcąc sceny z zespołem, to jak Anja leżała na scenie, ja się nad nią pastwiłam i robiłam jej rany postrzałowe na piersi. I przypominałam sobie premierę teledysku. Wielki ekran jak w kinie, ludzie na sali, zespół, reżyser Staszek Mąderek. I cudowne uczucie jak pierwszy raz w życiu zobaczyłam swoje nazwisko w napisach. Aż się łezka kręci w oku
Gdy zeszli ze sceny i ludzie już powoli znikali z Proximy, my z Ae jeszcze siedzieliśmy. Żeby spotkać się na chwilę z Anją, z zespołem, podziękować za zaproszenie. A potem, przed północą, wróciliśmy do swoich domów. Ja nucąc sobie Nocarza i uśmiechając się jak dziecko które dostało lizaka… A Ae… a to już jego trzeba się zapytać

by Salligia
Krew można oddawać w dowolnej stacji krwiodawstwa na terenie polski (spis dla woj. Mazowieckiego)
W silniku powoli poprawiane są kolejne błędy, choć wiadomo jeszcze nie wszystkie, MG kończą dogadywanie głównej historii i ustalanie składu. Zatem niedługo zostanie ogłoszona lista MG z którymi będzie można omawiać postacie. Czyli jeszcze trochę cierpliwości
Nowa strona, tym razem mam nadzieje że ostateczna, czyli przechodzimy na silnik WordPress.